Impreza fajna, eksluzywna, a jedyną troską organizatorów było, czy oby nie zabraknie alkoholu...Nie wiem czy nie zabrakło, bo po deserze poszłam grzecznie do domu! Nazajutrz czekało na mnie kolejne Christmas Party - portugalskie!
piątek, 14 grudnia 2007
Christmas Party'80 - Mission Completed
wtorek, 11 grudnia 2007
Christmas Party'80
Przebranie proste, gitary mamy zrobione z tektury, bedzie zabawa:)
Zdjecia macie jak w banku!
Caluję!
niedziela, 2 grudnia 2007
Portugalskie zabawy, część 1,2 i 3
Rita, Isabel i Luis - z nimi spędzam w sumie najwięcej czasu. Isabel pracuje w Instytucie Badań nad Rakiem Piersi, Luis w firmie kurierskiej gdzieś w back office i w lutym przeprowadza sie do Brukseli, gdzie sciąga go TNL.
Powrót do czasów ISCTE, mojej uczelni w Lizbonie gdzie obie z Rita grałyśmy w reprezentacji;))
W piątek i wczoraj świętowaliśmy urodziny Rity, niestety jestem tak roztrzepana, że aparat owszem, wzięłam, ale baterie zostały w ładowarce w domu. Oj..!! Czekam więc teraz na zdjęcia od Rity i jak tylko będę coś miała wrzucam tutaj:)
Dobranoc!!!
wtorek, 20 listopada 2007
Brighton - esencja i epilog w jednym
I już na sam koniec pałac Royal Pavilion, w którym pomieszkiwał sobie Król Jerzy IV. Pałac jak z Indii..
czwartek, 15 listopada 2007
Brighton - Prolog
Nawet nie wiedziałam, że aż tak tęskniłam za szumem morza. Też tęsknicie? Może jak posłucham to szybciej zasnę...
poniedziałek, 12 listopada 2007
Jeszcze nie, jeszcze nie...:P
Pięknie...tym samym z radością mogę oświadczyć, że zwiedziłam już wszystkie londyńskie parki. Zuch dziewczyna!
Bo fantazja, fantazja jest od tego...

niedziela, 4 listopada 2007
Są tu jednak przyjaciele...


Rita ma pewnie filmik ze mną śpiewającą. Jak tylko go od niej wydobędę wrzucę to się pośmiejecie z moich sekretnych talentów;))
A w ten piątek poszliśmy na koncert najsłynniejszych portugalskich gitarzystów. Bardzo fajny, w ciemnościach w pieknym starym kościele. Paradoksalnie musiałam przyjechać aż do Londynu, żeby usłyszeć jak brzmi portugalska gitara (różni się od tradycyjnej tym, że podwójne struny, absolutnie inny dźwięk i niemożliwie trudno się na niej gra) Potem piwo w zatłoczonym i rokrzyczanym centrum Londynu, kilka drobnych przygód, kilka dantejskich scen, i tłum ludzi, którzy nie mieli zamiaru udawać kogoś innego niż naprawdę są. Tolerancja społeczna jest tu ogromna muszę przyznać, i pewnie z przekonaniem mogłabym stwierdzić, że w Polsce przed takimi pubami słuchaczki Radia Maryja organizowałyby zbiorowy różaniec...
Wróciło moje marzenie, ba nawet postanowienie, zrobione kilka lat temu, że swoje 30-ste urodziny wyprawię we własnym mieszkaniu w Lizbonie. Na chwilę tempo życia sprawiło, że o tym zapomniałam. Ale może to, co tu się dzieje to znak, że marzenia czasem wcale nie są takie głupie... Dobrzy ludzie, miłość do plaży, porannego słońca, powolnych leniwych ludzi, ciągłego przepychania się w autobusach, muzyki, upalnych nocy, niewyczerpana energia...Może nie powinnam się tak przed tym bronić, tylko zacząć działać? Zostały mi już tylko 3 lata...
Znalazłam tu przyjaciół. Wreszcie!!! Juhu:)
Dzisiaj znów byliśmy na sushi. Po każdym spotkaniu z nimi wracam do domu z uśmiechem na ustach. I zwyczajnie potrafię zasnąć.
sobota, 3 listopada 2007
Happy Diwali!

Spacerując trafiłyśmy na Trafalgar Square, gdzie hinduska część londyńczyków świętowała Diwali - hinduistyczne święto lamp. Szybko sprawdziłam w wikipediii - Diwali to jedno z najważniejszych tradycyjnych świąt obchodzonych w całych Indiach. Diwali to święto światła i radości, oznajmia nadejście Nowego Roku. Życzenia z okazji Diwali składał na scenie sam burmistrz Londynu!
Niestety rozpadało się, więc relacja filmowa bedzie krótka (i przepraszam za jakość).
Humory wspaniałe (może to Asahi wypite do sushi...). W rolach głównych występują londyńczycy, pani na scenie, burmistrz Londynu, pani przebrana za pawia (chyba nie do końca to widać na filmie) Rita i mój śmiech w tle (a nawet widać moją głupią minę):)
Kolejny spacer, kolejny park:)
piątek, 26 października 2007
Co za tydzień!!
Wiem, że ostatnio trochę zaniedbuję swoje obowiązki, przepraszam - będę nadrabiać. Ten tydzień przepuścił mnie przez emocjonalną wirówkę i wyciskarkę... Trochę pracy, trochę refleksji i melancholii, najwięcej chyba frustracji z powodu współpracowników. Do tego nie mogę spać ostatnio, zasypiam o 3 i rano jestem absolutnie nieprzytomna. Mój mózg nie chce się wyłączyć nawet na chwilę, przebiega przez niego nieustannie cały tabun myśli, ciągły wyścig. Gdybym wiedziała wcześniej, wywiozłabym je do Ascott;))
Wczorajsze wieczór i noc walczyłam z artykułem do newslettera Trimedia (czyli mojego pracodawcy tutaj), o napisanie którego zostałam uprzejmie poproszona dwa tygodnie temu. Mimo najszczerszych chęci czekałam z pisaniem do ostatniej chwili, bo za każdym razem jak przymierzałam się do klawiatury na kartce znajdował się cału komplet narzekań. Ja i mój niewyparzony język to naprawdę nie jest najlepszy duet do pisania oficjalnych, korporacyjnych artykułów i to jeszcze w odpowiednim elegancko-dyplomatycznym angielskim tonie. Ale napisałam, moje dwustronnicowe dzieło przechodzi obecnie (chyba z sukcesem) przez sito menedżerskie, ale kto wie słuchajcie, może pisanie to jest ta umiejętność, która powinnam spróbować rozwijać.
Tutaj już święta. Poważnie!!! Więc kto żyw niech zaczyna pisać listy do Św. Mikołaja, bo ten londyński już zaczyna pracę...
I święta racja, że kobiecie humor najlepiej poprawiają zakupy. Samopoczucie niestety gwałtownie się pogarsza po sprawdzeniu stanu konta i próbie przywołania się do porządku ("Rydzewska, wciąż masz samochód do spłacenia!!!"). Ha!
Dziś zostałam też po raz pierwszy odkąd tu jestem przyjacielsko przytulona w pracy:) Na szczęście są tu jeszcze normalni i ciepli ludzie - i oczywiście nie są to Anglicy. Powód dla którego w finałach rubgy kibicowałam RPA, a nie Anglii nazywa się Nicolene i jest bardzo przyjazną duszyczką - coś jest jednak fajnego w tych office managerach;)) (Asia, Natalka macham do Was).
A teraz coś nowego! Moje filmiki - działają?
poniedziałek, 22 października 2007
Druzgocąca porażka PiS w Anglii
Polacy w Anglii w większości głosowali na PO. W Anglii w niedzielę w 16 obwodowych komisjach wyborczych na kandydatów PO do Sejmu i Senatu oddano średnio 62% głosów, a na PiS - ok. 11%. Do wyborów zarejestrowało się 41.239 osób, a głosowało 30.852 - poinformował konsul generalny RP Janusz Wach, zastrzegając, iż są to własne wyliczenia konsulatu, a nie dane Państwowej Komisji Wyborczej. Najwięcej głosów - ponad 5 tys. - oddano w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w zachodnim Londynie, konsulacie generalnym RP, ambasadzie RP i w Manchesterze. Najmniej na wyspie Jersey - 205.
Cztery komisje obwodowe utworzono w Londynie, 10 w Anglii (Southampton, Birmingham, Ipswich, Cambridge, Bristol, Bournemouth, Peterborough, Newcastle upon Tyne, Manchesterze, Hull) oraz po jednej w Cardiff (Walia) i na Jersey. Głosowano w ośrodkach parafialnych, klubach polskich i przedstawicielstwach dyplomatycznych. Konsulat Generalny w Edynburgu odpowiadał za wybory w trzech komisjach obwodowych w Szkocji (Edynburg, Glasgow, Inverness) oraz w Belfaście (Irlandia Płn.), a konsulat w Dublinie - w trzech komisjach w Irlandii (Dublin, Limerick i Cork). Do godziny 18.00 czasu lokalnego nie udało się zdobyć wyników głosowania z Irlandii, gdzie do wyborów zarejestrowało się ok. 20 tys. Polaków, z tego blisko trzy czwarte w Dublinie. (ak)
A poza tym, Natlka bardzo dziękuje Ci bardzo za zdjęcie z mojego telefonu usługi "codzienny podsłuch obywatelski". Jakoś właśnie tak mi ostatnio coś niepokojąco szumiało:)