poniedziałek, 2 listopada 2009

Serra de Estrela, Salamanka i ja w żabim raju...



Idealne połaczenie na urodzinowy weekend.
Dzień przed moimi urodzinami przyszedł na świat syn mojej ukochanej Agatki - jeden prezent dostałam więc już dzień przed urodzinami. Emocje takie, jakbym to ja rodziła i cieszyła się swoją dzidzią:)) A w urodziny kochani moi zaskoczyliście mnie swoją pamięcią - dziękuję! W tym roku to dla mnie szczególnie ważne, bo urodziny z dala od domu i najbliższych...A świadomość, że wciąż tam jesteście jest baaardzo fajna:) Urodzinowy weekend spędziliśmy przejeżdżając przez portugalskie pasmo górskie Serra de Estrela, gdzie można nawet pojeździć na nartach, choć wciąż nie bardzo wiem kiedy tu jest śnieg. Znalazłam jarzębinę, Paulo zainspirowany naszym ulubionym ostatnio show "America's Next Top Model" (hihihi) strzelił kilka poz na pustej górskiej drodze, podjedliśmy serka i szyneczki kupionej od lokalnych rolników i bardzo byłam szczęśliwa! Portugalskie góry fajne nawet, cisza, spokój - najwyższy punkt to jakieś 1900 metrów i wjeżdża się na niego autem...Po drodze, owszem, można minąć kilku fanów wspinaczki, ale to jakieś pojedyncze jednostki. Ale za to rozrzucone wszędzie głazy przywodza na myśl, że kiedyś spadł tu prawdziwy kamienny deszcz, i że na krawędzi jednej z gór zatrzymał się przerażony wieloryb, który zamarł w kamień przerażony wysokością (ot takie moje skojarzenie)












A potem Salamanka, jedno z najstarszych miast Hiszpanii, która olśniła nas pięknym słońcem, pięknem architektury (starówka Salamanki została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO) i postawiła na nogi mroźnym powietrzem, od którego oboje się już odzwyczailiśmy. W Salamance piękne jest wszystko - stara i nowa katedra (z XII i XVI wieku), plac Plaza Mayor, uniwersytet i ŻABY!!! Nie takie żywe - klejone, lepione, rysowane, rzeźbione, gliniane, na kubkach, popielniczkach, koszulkach, ołówkach, jednym słowem są wszędzie gdzie się zmieszczą. Szał! Bo z żabą w Salamance wiąże się stara legenda - kamienna żaba została ukryta na fasadzie uniwersytetu zdobionej bogato roślinnymi ornamentami że każdy student, który ją znajdzie bez pomocy zda wszystkie egzaminy i wkrótce się ożeni. Każdy kto nie jest już studentem i jest już żonaty, a znajdzie żabę musi szybko pomysleć życzenie i oczywiście, jak zwykle wszystko się spełni. Z przykrością muszę stwierdzić, że żaby nie znaleźliśmy, ale chyba dlatego, że według mojego Paulo miała ona być na fasadzie katedry..I spełnienie marzeń przeszło koło nosa;) Tak, czy inaczej, mieliśmy piękne słońce, pyszne tapas, dobre wieczorne piwko, wspaniałe spacery wśród zachwycających, piaskowych budowli..I podskoki z radości:) Aha, i Hiszpanie pokradli nam Żubrzyka z pewnego polskiego banku!




















7 komentarzy:

Joanna/bjutus pisze...

No nareszcie, już myślałam, że zapomniałaś, że masz bloga :D Z tymi żabkami to faktycznie miałaś jak w raju, pewnie kolekcja też się powiększyła :D A co do żubrzyka - to oni pewnie powiedzą, że to byczek, a jeśli jednak żubrzyk, to znając biorąc pod uwagę naszą reputację za granicą należałoby przypuszczać, że to raczej my im :D

Joanna/bjutus pisze...

A tak w ogóle to pięknie tam, ech...

Agata i Bartek pisze...

ale ja Cię kocham!!

Reni pisze...

Kolekcja powiększyła się o magnes na lodówkę (a raczej pochłaniacz nad kuchenką, bo lodówkę mamy w zabudowie i żadne magnes się nie trzyma)- oczywiście w kształcie żabki. Postanowiliśmy z Paulo, że z każdego miejsca, które będziemy zwiedzać przywieziemy sobie magnes. O!

Reni pisze...

O!!!A to mówi Agatka...czy Bartek??:))) Agatka, wiem, wiem...Jak sobie radzisz kochana?

Agata i Bartek pisze...

to ja to ja, on mi tu wkręcił, muszę go wyciąć ;)
radzę lepiej lub gorzej, dwudniowy kryzys chyba zażegnany, może mailik lada chwila się uda
też przywozimy magnesy sobie, albo malutki szczególik na ściane zawsze (czasem ciezko znaleźć cos nie made in china)

Waszka pisze...

ładne zdjęcia i fajne te żaby, dobrze, że nie prawdziwe i nie kumkają wszystkie naraz! ;)