Dawno, dawno temu obiecałam kilka nowych zdjęć - żeby się nie daj Boże nie okazało, że już zapomnieliście jak wyglądam, no i żeby pokazać Wam trochę mojego świata. Nie będę za dużo komentować i pozwolę Wam nacieszyć się widokami:)
Widok z okna (albo raczej balkonu) mam taki (seria trzech: rzeka i most za dnia i zachód słońca + oczywiście obowiązkowy widok na palmy na tarasie dachowym w bloku naprzeciwko - niektórzy to mają, co?
Wciąż jeszcze brakuje nam na balkonie porządnych krzeseł i stolika, żeby można było sobie wypić poranną kawę i zjeść śniadanie na balkonie, ale sezon letni ma się ku końcowi i wybór jest, delikatnie mówiąc - marny. Może jeszcze na coś trafimy..I koniecznie muszę jakoś ten balkon zakwiecić, bo pustki i wiatr hula:))) A już żzeby było naprawdę śmiesznie, balkony mamy dwa, więc i robota będzie podwójna.
A moje cztery kąty wyglądają mniej więcej tak (w kolejności: salon, kuchnia i sypialnia): Pracowni Paulo i łazienek nie będę Wam tu prezentować - wanny i prysznice portugalskie niewiele różnią się od polskich, tyle, że blaty i zlewy mam okropnie męczące - mogłabym stać przy nich ze szmatką cały dzień i ciągle byłoby co czyścić:) Moja mama jest za to w swoim żywiole...
Na półkach w mieszkaniu wiatr też hula! Rodzice poprzywozili mi już wprawdzie trochę książek i drobiazgów, ale do stanu mojej ulubionej przytulności wciąż jeszcze daleko - ratuje się więc świeczkami, świeżymi kwiatami i serią darmowych książeczek o Sherlocku Holmesie z portugalskiej gazety:)





Ciągle jeszcze jestem na etapie biegania po Ikei, przyciągania do domu duperelek, i rozglądania się za dywanem. Nie do końca jestem pewna, czy urządzanie mieszkania to aby na pewno moja działka...Za blokiem budują nam żłobko-przedszkolo-szkołe podstawową, więc na porządku dziennym jest pobudka o 7 rano i jedna wielka kurzawa za oknem...
Jakoś nie mam już dziś więcej opowieści, powoli odczuwam zmęczenie ciągłym upałem i po powrocie z pracy czuję się jak przetrzymana bez wody ryba..W moim pokoju w biurze panuje wieczny upał - wiatrak włączony na full, przeciąg taki, że jak mnie niedługo nie pokręci to będzie cud..a ja siedzę tam i ledwie dycham..
Pokazuje rodzicom Lizbonę, żeby zrozumieli co kocham i dlaczego. I chyba powoli zaczynają
rozumieć...




Na początku bałam się, że powiedzą mi "Jezu, dzieciaku, a co jest tu takiego, czego nie ma w domu???"... A oni jednak z zapałem cieszą się plażą, słońcem, dzielnie wspinają po wszechobecnych pagórkach i milionach schodów i z uśmiechem kładą się spać...No może jedynie śmieciara jeżdżąca o 2 w nocy troszkę im przeszkadza:)